Cream - "Disraeli gears"



Album "
Disraeli Gears" brytyjskiej grupy Cream, wydany w listopadzie 1967 roku, jest jednym z najważniejszych dzieł rocka psychodelicznego i blues rocka. Powstał w okresie intensywnego rozwoju sceny muzycznej lat 60., gdy zespoły eksperymentowały z nowymi brzmieniami, łącząc blues, rock i elementy psychodelii. Cream, w składzie Eric Clapton (gitara), Jack Bruce (bas, wokal) i Ginger Baker (perkusja), nagrywał album w Atlantic Studios w Nowym Jorku w maju 1967 roku. Producentem był Felix Pappalardi, który odegrał kluczową rolę w kształtowaniu charakterystycznego brzmienia płyty. Sesje nagraniowe trwały zaledwie kilka dni, co było typowe dla tamtego okresu, ale pozwoliło uchwycić energię i spontaniczność zespołu. Album powstał w atmosferze twórczej wolności, inspirowanej zarówno brytyjską sceną rockową, jak i amerykańską kontrkulturą. Teksty utworów, często pisane przez poetę Pete’a Browna, łączyły surrealistyczne obrazy z osobistymi refleksjami, co było zgodne z duchem psychodelii.


Album zaczyna się naprawdę dobrze, fenomenalne "Strange Brew", kultowe "Sunshine Of Your Love" i świetne "World of pain" dają nadzieję na album na dychę, dalej jest "Dance the night away" - kolejny mocny punkt longplaya, jeden z bardziej psychodelicznych momentów albumu, następie introspektywne "Blue Condition" Gingera Bakera, które może nie dorównuje wcześniejszym utworom, ale nadal trzyma dobry poziom i ma swoje momenty, kolejne "Tales Of Brave Ulysses" i "SWLABR" to wyśmienite utwory, które swoim poziomem wracają do wcześniejszych utworów, przy ostatnich trzech utworach (nie licząc minutowego, "Mother's Lament", którego z uwagi na żartobliwą strukturę odstającą od reszty utworów nie biorę pod uwagę przy recenzji) poziom albumu w moim odczuciu nieco spada, spokojne "We're Going Wrong" chociaż przyjemne, nie zapada szczególnie w pamięć, "Outside Woman blues" i "Take It Back" są już nieco lepsze, ale nadal w porównaniu do wcześniejszych utworów pozostają trochę w cieniu.


Część osób narzeka na wokal Jacka Bruce'a, mi podoba się jego barwa głosu i uważam, że nie obniża poziomu albumu, choć zdecydowanie lepiej radzi sobie na basie. Jeśli chodzi o perkusję Gingera Bakera i gitarę Erica Claptona, to oczywiście są fenomenalne, wszyscy instrumentaliści na tym albumie są legendami - oprócz tego, że każdy z nich indywidualnie urozmaica płytę, wszyscy dopełniają się naprawdę świetnie.


"Disisraeli gears" to jak dla mnie album, który zdecydowanie podnosi poprzeczkę ich debiutu "Fresh Cream", to obowiązkowa płyta dla każdego fana bluesa i psychodelii, która zawiera fantastyczne momenty, mimo to nie mogę tu wystawić wyższej oceny, głównie ze względu na ostatnie kilka utworów albumu.


Ocena: 8/10

Komentarze

Popularne posty