King Crimson - "In The Court Of Crimson King"

King Crimson powstał w 1969 roku w Londynie. Grupę założyli gitarzysta Robert Fripp i perkusista Michael Giles, którzy wcześniej grali razem w zespole Giles, Giles and Fripp. Do składu dołączyli wokalista i basista Greg Lake, multiinstrumentalista Ian McDonald oraz tekściarz Peter Sinfield, tworząc unikalną mieszankę talentów. Ich debiutancki album, In the Court of the Crimson King, nagrywany był w Wessex Sound Studios w Londynie latem 1969 roku. Proces tworzenia był intensywny, a muzycy dążyli do przełamania konwencji tradycyjnego rocka, eksplorując złożone struktury i niekonwencjonalne teksty.

Album - jak na rock progresywny przystało - zawiera w sobie dużo gatunków muzycznych, jazz, rock, muzyka poważna, art rock, muzyka symfoniczna, heavy metal. To bardzo ciekawa mieszanka, warto wspomnieć, że w tym wszystkim brakuje jednak bluesa, ale nie bez powodu, gdyż zespół chciał zastąpić bluesowe podstawy rocka jazzem i klasyką. To niepowtarzalne brzmienie sprawia, że album brzmi świeżo nawet po latach.


Longplay rozpoczyna najbardziej zadziorny "21st Centry Schizoid Man", dziś niestety najbardziej znany z zrobienia z niego sampla przez Kanyego Westa. Czego tu nie ma... legendarny riff, wirtuozerska instrumentalna część, przesterowany wokal, i te partie saksofonu... dla mnie to najlepszy moment płyty, to chyba drugi, zaraz po "Helter Skelter" Beatlesów heavymetalowy utwór w historii muzyki.

Następny "I talk to the wind" to zupełne przeciwieństwo otwieracza, dla mnie to niewiarygodne, że te dwa utwory są na jednej płycie tuż obok siebie. Mam wrażenie, że nie mówi się o tym utworze tak dużo jak o reszcie płyty, że traktuje się ten kawałek jako taką pauzę, moment na wytchnięcie. Według mnie to jednak jeden z lepszych momentów "In The Court...", partie fletu są tu absolutnie przepiękne.

"Epitaph" to obok tytułowego utworu najbardziej donośne nagranie na płycie, wyróżnia się tu podniosły klimat, emocjonalny wokal, wspaniała melodia i bogata aranżacja, to z resztą chyba najbardziej dojrzały utwór na płycie

"Moonchild" to bardzo ciekawy utwór, pierwsze dwie minuty to bardzo ładna melodia, a reszta to taka cicha awangarda, myślę, że żeby zrozumieć ten utwór trzeba słuchać go głośniej od reszty, najlepiej na słuchawkach w cichym miejscu. O ile osobom kompletnie nie osłuchanym z awangardą ten utwór raczej nie przypasuje, tak osoby z choć niedużym doświadczeniem w niej powinny ten utwór docenić. Mi dopiero z biegiem czasu przyszło polubienie tego utworu, to na pewno ciekawa odskocznia od reszty albumu, choć co warto podkreślić, nadal na bardzo wysokim poziomie.

Kończący album utwór tytułowy to jego idealne podsumowanie. Świetne partie wokalne, popisy na instrumentach, dopracowana kompozycja i liczne smaczki muzyczne - przy kończeniu odsłuchu całego albumu właśnie w tym miejscu można dostrzec jak spójny (mimo wykorzystania tak licznych środków stylistycznych) jest.


"In The Court Of Crimson King" to prawdopodobnie najważniejsze dzieło w historii progresywnego rocka i jeden z najlepszych debiutów w historii muzyki rozrywkowej. Muzycy błyszczą tu swoją kreatywnością i wirtuozerią.

Ocena: 10/10

Komentarze

Popularne posty