Yes - "Close to the Edge"

Album "Close to the Edge" zespołu Yes, wydany w wrześniu 1972 roku, powstał po sukcesie poprzedniej płyty Fragile i trasie koncertowej, nagrania odbywały się w londyńskim Advision Studios z producentem Eddym Offordem i były niezwykle wymagające ze względu na skomplikowane aranżacje, które wymagały nagrywania prób, by nie zapomnieć pomysłów. Warto też dodać, że muzycy podczas tworzenia materiału opierali się przede wszystkim na kompozycji zamiast improwizacji.


Płyta składa się jedynie z trzech utworów - 18 minutowego tytułowego, 10 minutowego "And You And I" i 9-minutowego "Siberian Khatru". Każdy z nich jest pełen różnorodnych pomysłów, umiejętnie połączonych w całość. Słychać tu również sporą pompę, wpływy muzyki klasycznej i maksymalistyczne, wirtuozyjne partie instrumentalistów.


Utwór tytułowy zaczyna się trochę męcząco, po 30 sekundach zbędnych dźwięków natury i 2 minutach irytującego motywu klawiszowego odsłania się jednak prawdziwe piękno tego albumu. Mocarne, tłuste linie basu, pełno wyrazistych melodii i solówek, no i w pewnych momentach wręcz anielski śpiew Andersona - nie każdemu spodoba się jego barwa głosu, ale niezależnie od tego trzeba przyznać, że ma on umiejętności i potrafi w układanie świetnych linii wokalnych. W ogóle nie czuć tu dłużyzn, a fragmenty utworu płynnie między sobą przechodzą.


Drugi, krótszy "And You And I" jest nagraniem zdecydowanie spokojniejszym i łagodniejszym, choć i tu melodie oraz rozwiązania stosowane przez muzyków są ciekawe i niebanalne. Przede wszystkim słychać tu gitarę akustyczną, która ciekawie rezonuje z syntezatorami i śpiewem Andersona. Utwór wspaniale się rozwija, a jego fragmenty ponownie przechodzą między sobą niezwykle płynnie, nie nudząc słuchacza.


Ostatni, fenomenalny "Siberian Khatru" ma w sobie to co najlepsze z utworu tytułowego, a przy tym jego fragmenty przechodzą między sobą jeszcze szybciej, nie tracąc przy tym płynności i spójności.


Wyborny album, jakbym miał się tu do czegoś przyczepić, to chyba wskazałbym tylko na nieco zbyt intensywne i plastikowe partie syntezatora Mooga w pewnych miejscach utworu tytułowego, ale nie ma tego dużo, więc wystawiam maksymalną ocenę.


Ocena: 10/10

Komentarze

Popularne posty