Artystyczny szczyt Gentle Giant, czyli cztery najbardziej wyjątkowe albumy w historii rocka
Gentle Giant. Mówi wam to coś? Jeśli nie, to nie dziwota, zespół, chociaż kultowy w kręgach progresywnych, nigdy nie zdobył szerszej popularności. Jego albumy były obecne na bardzo dalekich miejscach na listach Billboardu (jeśli w ogóle się tam pojawiały). Ich muzyka miała zbyt złożony i ambitny charakter na masowego słuchacza, a wytwórnia nie pomagała im w promocji. Zespół wydał wiele wyśmienitych albumów, jednak w tym tekście skupię się tylko na czterech - "Acquiring The Taste", "Three Friends", "Octopus" oraz "In A Glass House". To na tych albumach zespół wycisnął z siebie to co najlepsze (chociaż następne dwa - "The Power And The Glory" i "Free Hand" również trzymały bardzo wysoki poziom). Następny "Interview" był lekką oznaką wypalenia, a dalsza część ich dyskografii to niezbyt wyszukany pop-rock, który grupa zaczęła tworzyć w celach merkantylnych (choć odnosili jeszcze mniejsze sukcesy niż wcześniej).
Muzyka Gentle Giant była niezwykle wyszukana i intelektualna - czerpali z jazzu, baroku i awangardy, stosowali kontrapunkt i polifonię (wiele niezależnych od siebie głosów na raz), złożoną rytmikę i nieparzyste metra, a do tego mnóstwo instrumentów (każdy z członków zespołu był multiinstrumentalistą), które wzbogacały brzmienie utworów. To wszystko łączyli w niepowtarzalny sposób. Do dziś ze świecą szukać kogoś, kto tak gra. Sprawia to, że był to jeden z najbardziej oryginalnych i wyjątkowych zespołów w historii rocka.
"Acquiring The Taste" - album powstał w 1971 roku jako świadoma reakcja zespołu na presję rynku, by uprościć brzmienie po debiucie. Muzycy zamiast tego postanowili pójść w przeciwnym kierunku, tworząc materiał jeszcze bardziej złożony, eksperymentalny i trudny w odbiorze. Słychać to już w otwieraczu, "Pantagruel's Nativity", który zaczyna się wręcz średniowiecznym wokalem z akompaniamentem syntezatora i gitary akustycznej. Potem dochodzi do tego perkusja, zadziorna gitara elektryczna, trąbka i drugi wokal, stanowiący kontrapunkt dla pierwszego. Następnie słyszymy wspaniałą solówkę na wibrafonie. Całość to wyporna kompozycja, chociaż mogąca odstraszyć początkujących słuchaczy. Następny "Edge Of Twilight" jest nieco łagodniejszy, ale też mroczniejszy i bardziej tajemniczy. W instrumentalnej części muzycy zmierzają w jeszcze bardziej awangardowym kierunku. "The House, The Street, The Room" to już zdecydowanie przystępniejsze nagranie, wspaniale skomponowane, bardziej zadziorne i wpadające w ucho, chociaż przeplatane łagodniejszymi momentami. Występuje tu również wyśmienita solówka gitarowa i niekonwencjonalne partie instrumentalne. "Wreck" jest jeszcze bliższy typowego rocka, chociaż nie traci na złożoności i tutaj również jest fragment inspirowany średniowieczem. "Black Cat" to jedna z najlepszych kompozycji na albumie, bogato zaaranżowana i świetnie poprowadzona jest tu zarówno piosenkowa, jak i awangardowa część. "Plain Truth" przywodzi trochę na myśl "The House, The Street, The Room", to również ciężkie, porywające, i przystępniejsze od reszty albumu nagranie, chociaż posiadające swój własny charakter. "The Moon Is Down" zaczyna się spokojnie i lekko średniowiecznie, ale potem się rozkręca. Uwagę zwraca rewelacyjna instrumentalna część. Zdecydowanie nie jest to album na start, ale doświadczony słuchacz odnajdzie w nim wiele dla siebie. Ocena:10/10
"Three Friends" - zespół postanowił przetestować swoją zdolność do tworzenia narracyjnego konceptu, opowiadając historię trzech przyjaciół, których drogi się rozeszły. Charakter muzyki jest zdecydowanie bardziej melodyczny, mniej tu awangardowych odlotów i średniowiecznych inspiracji, kontrapunkt i złożone harmonie są tu wykorzystane bardziej rockowo i mniej bezpośrednio. Otwieracz stosuje podobne rozwiązania co w poprzedniej płycie - ostrzejsze fragmenty przeplatają się tu ze spokojniejszymi, w których usłyszymy polifoniczne, spokojne wokale. Brzmienie bardziej opiera się tu na klawiszach i grze sekcji rytmicznej, tworząc gęsty klimat. W "Schooldays" wracają nieco bardziej frywolne i awangardowe elementy działalności grupy. Instrumentarium jest bogatsze, a kompozycja jeszcze bardziej złożona. Wspaniały jest tu klimat, bardzo nostalgiczny i świetnie koegzystujący z wibrafonem i gitarą. Wibrafonowa solówka pojawiająca się pod koniec utworu to jeden z najlepszych fragmentów w twórczości Gentle Giant - zresztą tak jak cały utwór. "Working All Day" to już cięższy, hardrockowy utwór z fajną rytmiką, partiami saksofonu i organów, swoją drogą wchodzący w ucho i świetnie skomponowany. W "Peel The Paint" pierwsza, spokojniejsza część jest oparta na renesansowych smyczkach, spokojnym śpiewie i pizzicato, a druga, bardziej agresywna, na potężnej grze sekcji rytmicznej i hardrockowym wokalu. "Mister Class And Quality?" to również wpadający w ucho, ale i skomplikowany utwór, naturalnie kontynuujący stylistykę obraną na płycie. Ostatni "Three Friends" jest nagraniem nieco zbliżającym się do symfonicznego proga w stylu ELP, na plus są tu partie gitary i gra gitary basowej. Idealny album na start, zawierający wszystko co w Gentle Giant najlepsze - choć może nie w największych proporcjach. Ocena:10/10
"Octopus" - album powstał w 1972 roku jako efekt intensywnej pracy koncertowej i kompozytorskiej Gentle Giant, którzy po eksperymentalnym okresie wcześniejszych płyt dążyli do bardziej zwartej, ale wciąż złożonej formy muzycznej. Materiał został nagrany głównie w Trident Studios w Londynie, gdzie zespół dopracował swoje charakterystyczne podejście do kontrapunktu i wielośladowych wokali. To bez wątpienia najlepsze i najbardziej przemyślane dzieło Gentle Giant oraz wyżyny ich umiejętności instrumentalnych i kompozytorskich. "The Advent Of Panurge" zaczyna się wspaniałym kontrapunktem i piękną melodią, potem utwór idzie w bardziej energetyczne rejony, by na końcu powtórzyć początek. "Raconteur Troubadour" to z kolei bardziej melodyczny utwór z świetnymi smyczkami i szaloną, typową dla Gentle Giant, częścią instrumentalną. "A Cry for Everyone" to jeszcze cięższy i energiczniejszy utwór, z połamaną rytmiką oraz fajnymi klawiszami i basem. "Knots" to jeden z najwspanialszych momentów grupy, utwór pełen fascynujących kontrapunktów, których w szczytowym momencie jest aż 5(!). To świetna, choć niełatwa do zrozumienia kompozycja. Przystępniej wypadają instrumentalny, intensywny "Boys In A Band" oraz dwie ładne, inspirowane średniowieczem ballady "Dog's Life" i "Think Of Me With Kindness", z czego ta pierwsza chyba podoba mi się bardziej, gdyż druga jest nieco bardziej sztampowa. Ostatni "River" przywodzi na myśl dwa pierwsze utwory, tylko jest nieco cięższy i mroczniejszy. "Octopus" to wybitne dzieło, które każdy powinien usłyszeć chociaż raz, to tu estetyka grupy jest zaprezentowana w najbardziej wykrystalizowanej formie. Ocena:10/10
"In A Glass House" - materiał na płytę nagrywano w Advision Studios, eksperymentując z klaustrofobiczną atmosferą dźwiękową i cykliczną strukturą utworów, co miało wzmocnić poczucie alienacji i introspekcji. Płyta eksperymentuje z wykrystalizowaną estetyką zespołu, dodaje do niej wpływy funku (szczególnie w rytmice), jeszcze bardziej ją ugęstnia, a jednocześnie jest tu jeszcze więcej rocka i zadziorności. Czy muzyka na tym korzysta? Zdecydowanie. Każdy utwór ma tu własny, chwytliwy motyw i wspaniałe melodie, a całość jest niesamowicie spójna. Większość płyty jest do siebie podobna - to 7-8 minutowe, porywające, szalone i dopracowane w każdym calu utwory, które nie nudzą ani przez chwilę. Szczególnie warto wyróżnić "Way of Life" i tytułowy "In A Glass House". Od większości płyty zdecydowanie różni się awangardowe "An Inmates Lullaby", oparte na perkusjonaliach - to bardzo uciszające, ale też nieco niepokojące nagranie, w każdym razie super rzecz. "A Reunion" to jedno z bardziej średniowiecznych nagrań Gentle Giant, ze starannymi smyczkami i spokojnym wokalem. Na "In A Glass House" zespół świetnie rozwija swój styl i nie tworzy po prostu klona swojej najlepszej płyty. Ocena: 10/10
Osobom nie osłuchanym z prog-rockiem polecam sięgnąć po ich muzykę od "Three Friends", a następnie zmierzyć się z "Octopus", "In A Glass House" i "Acquiring The Taste". Warto jeszcze poznać wspomniane na początku "The Power And The Glory", "Free Hand" i nieco bardziej konwencjonalny debiut. Ich muzyka nie zawsze jest prosta w odbiorze, ale potrafi kryć w sobie niesamowite piękno, które można odkryć dopiero po kilku odsłuchach.
.png)
Komentarze
Prześlij komentarz