John Coltrane - "A Love Supreme”

Album "A Love Supreme” powstał w grudniu 1964 roku w studiu Rudy’ego Van Geldera w Nowym Jorku, w okresie, gdy John Coltrane przechodził głęboką przemianę duchową po problemach z uzależnieniem. Inspiracją była jego wdzięczność wobec Boga i potrzeba wyrażenia swojej wiary poprzez muzykę. Nagranie zostało zrealizowane w ciągu jednej sesji, z minimalnymi poprawkami, aby uchwycić spontaniczną energię zespołu.



Jak wypadają tu poszczególni instrumentaliści? Gra Tynera na pianinie jest potężna, rytmiczna, choć czasami duchowa i płynąca, gra Jonesa na perkusji jest nie-metronomowa, ale podtrzymująca całość i fantastycznie ją wzbogacająca, gra Garrisona na kontrabasie jest czasami chwytliwa i rytmiczna, a czasami jest genialnym tłem, a gra Coltrane'a na saksofonie jest gęsta i pełna fantastycznych fraz i solówek, które zostają w pamięci na długo - nie zawsze jest melodyczna, ale zawsze hipnotyzująca.


"Acknowledgement" rozpoczyna chwytliwy motyw basu działający jak mantra, słychać tu świetne wykorzystanie modalności, gra perkusji jest organiczna, robi zdecydowanie więcej niż podtrzymywanie rytmu. Na koniec na chwilę pojawia się jeszcze głos lidera powtarzający tytuł albumu.


"Resolution" jest mocno osadzone w pierwszej części, to intensywny fragment z chwytliwym tematem i rewelacyjnymi solówkami, perfekcyjnie rozwijający suitę.


"Pursuance" zaczyna się od solówki perkusji, która już na początku nie daje nam stabilnego punktu odniesienia, potem wchodzi reszta instrumentów, dająca fantastyczny popis, bardziej bopowy niż wcześniej, ale nadal daleki od klasycznego bopu.


"Psalm" to najbardziej duchowy fragment, wręcz modlitwa grana na saksofonie, sekcja rytmiczna maluje tło do emocjonalnej gry lidera, nie ma tu wyraźnego metrum i regularnej formy - wszystko podporządkowane jest tekstowi, utwór to finalne rozładowanie napięcia budowanego przez resztę płyty. Kontrabas nie "prowadzi", tak jak w poprzednich utworach, tylko podtrzymuje fundament, pianino nie narzuca progresji, gra oszczędnie, ale wręcz równie duchowo co saksofon, a perkusja reaguje na niego w czasie rzeczywistym.


Jako całość to spójna kompozycja, która nie nudzi ani przez chwilę, zachwycająca uniwersalnym, duchowym klimatem i świetnym zgraniem instrumentalistów. Była też początkiem zupełnie nowego podgatunku jazzu - spiritual jazzu, ale pozostawiła też wpływ na post-bop i jazz modalny.


"A Love Supreme" to album, który potrafi otworzyć głowę na jazz i nie zawsze melodyczne granie - na mnie właśnie tak zadziałał. Choć słuchałem wcześniej "Kind Of Blue" Milesa Davisa, to właśnie opus magnum Coltrane'a wprowadziło mnie na dobre do świata jazzu. Z resztą, do dziś nie umiem wymienić albumu, który robiłby na mnie większe wrażenie.


Ocena: 10/10

Komentarze

Popularne posty