Soft Machine - "Grides"

Materiał na krążek zarejestrowany został 25 października 1970 roku w Concertgebouw w Holandii, a więc między albumami "Third" a "Fourth" - i to słychać. Zespół gra w sposób bardzo energiczny i właściwie odchodzi od klasycznego rocka na rzecz jazz-fussion. Płyta jest prawie całkowicie instrumentalna, opiera się ona na współpracy muzyków i solowych improwizacjach. Przesterowane organy Ratledge'a grają porywające partie, głęboki bas Hoppera trzyma w ryzach wszystkie utwory, unikatowy, swobodny i płynny sposób gry na perkusji Wyatta doskonale je dopełnia, a saksofon Deana dodaje tu jeszcze więcej czadu i energii, ale też awangardowych i free jazzowych elementów.

Otwierający "Facelift" brzmieniowo wyznacza bieg całego albumu - pomijany jest tu organowy wstęp, obecny w wersji studyjnej z "Third", muzycy od razu przechodzą do wciągającego tematu, a chwilę potem Ratledge daje jeden ze swoich najlepszych organowych popisów w karierze. "Virtually" to już nieco spokojniejsze nagranie, w którym muzycy z początku bardziej stawiają na klimat. Z czasem się jednak rozkręca, a Dean kieruje ten utwór w śmiałe, free jazzowe rejony. No właśnie, jak mowa o free jazzowych rejonach, to "Neo-Caliban Grides" jest najbardziej śmiałym utworem z płyty. Kompozycja Deana jest mocno odjechana, ale solówki Ratledge'a są w miarę przystępne, ochładzając charakter utworu. Nagraniami podobnymi do "Facelift" są świetnie wykonane "Out Bloody Rageous", "Teeth" i medley "Slightly All the Time / Noisette". Jest w nich tyle samo energii i porywających partii instrumentalistów, co we wspomnianym otwieraczu, jednocześnie zachowują one własny charakter oparty na rewelacyjnej kompozycji. Z kolei "Slighty All The Time" oparte jest na nieco mniej intensywnych, przystępniejszych solówkach muzyków i repetetywnej grze basu, tworzącej fantastyczny klimat. "Esther's Nose Job" z "Volume Two" pozbawiony jest wokalu z oryginału, czego z jednej strony trochę brakuje, ale z drugiej pozwala to muzykom skupić się bardziej na instrumentalnych popisach, które wypadają tu super. Do płyty dodane jest jeszcze DVD z fragmentem występu z Niemczech, jest to jednak bardziej dodatek niż coś, co broni się osobno.


"Grides" to zdecydowanie moja ulubiona koncertówka Soft Machine, pokazująca pełnię potencjału najsłynniejszego składu zespołu.


Ocena: 10/10

Komentarze

Popularne posty