1969 rok - moje top 10 albumów
Od czasu do czasu oprócz klasycznych recenzji i artykułów chciałbym tu zamieszczać rankingi płyt - np. po roczniku, gatunku, czy scenie, z której się wywodzą.
Dziś pochylę się nad 1969, który w mojej opini był przemocarnym rocznikiem. Tak wiele wyśmienitych albumów nie wydano chyba w żadnym innym roku w historii muzyki. To wtedy, głównie za sprawą "In the Court of the Crimson King" skrystalizowała się estetyka rocka progresywnego (choć już wcześniej powstawały prekursorskie dla niej albumy jak "Uncle Meat" The Mothers i "Volume Two" Soft Machine), ale poza tym to był świetny czas dla blues-rocka (eponimiczne albumy grup Santana, Blind Faith, The Allmans Brothers Band i "Happy Trails" od Quicksilver Messenger Service) i jazzu ("Hot Rats" Franka Zappy, "Karma" Pharoaha Sandersa i "In a Silent Way" Milesa Davisa).
Honorowe wyróżnienia:
Led Zeppelin - "Led Zeppelin II", Colosseum - "Valentyne Suite", Captain Beefheart - "Trout Mask Replica", The Beatles - "Abbey Road"
Ranking:
1. Frank Zappa - "Hot Rats"
Opus magnum Franka Zappy i jedna z najlepszych płyt jazz fusion w historii. Co tu przede wszystkim zachwyca? Unikalne, charakterystyczne brzmienie, kreatywność muzyków oraz rewelacyjne kompozycje i improwizacje. Nikt wcześniej tak dobrze nie połączył jazzu i rocka.
2. Pharoah Sanders - "Karma"
Jedno z największych arcydzieł spiritual jazzu, w którym Sanders fenomenalnie rozwinął idee Johna Coltrane'a. Duchowy klimat i rewelacyjne improwizacje muzyków za każdym razem powalają mnie tak samo.
3. King Crimson - "In the Court of the Crimson King"
Prawdopodobnie najważniejszy album w historii rocka progresywnego, niesamowicie oryginalny i pomysłowy, ale i dość eklektyczny. Każdy utwór czymś zachwyca i pokazuje dojrzałość muzyków.
4. The Soft Machine - "Volume Two"
A skoro o eklektyzmie mowa... to bez wątpienia najbardziej szalony i psychodeliczny album Soft Machine. Masa wspaniałych melodii, interesujących eksperymentów i groteskowego humoru.
5. Santana - "Santana"
Pierwsza płyta Santany jest moim zdaniem ich najlepszą - nikt wcześniej, ani później tak sprawnie nie połączył rocka, jazzu, bluesa i latynoskich klimatów. Totalny ogień z bardzo fajnym wykonaniem i kompozycjami, które zostają w głowie na długo.
6. Miles Davis - "In a Silent Way"
Był ogień, to teraz woda... Obok "Bitches Brew" to prawdopodobnie najważniejsza płyta w historii jazz fusion. Oprócz tego na plus jest tu świetny skład i wykonanie na najwyższym poziomie. Spokojny klimat wcale nie sprawia, że płyta nie angażuje, wręcz przeciwnie.
7. Blind Faith - "Blind Faith"
Debiut "Blind Faith" to moim zdaniem najlepsze w czym partycypował Eric Clapton. Większość albumu to absolutne wyżyny blues-rocka z lekkimi inspiracjami jazzem i folkiem. Szkoda, że zespół nie przetrwał dłużej.
8. The Allmans Brothers Band - "The Allmans Brothers Band"
Grupa "The Allman Brothers Band" jest najbardziej znana z swojej koncertówki "At Fillmore East", jednak oprócz niej mają na koncie jeszcze jedno wielkie dzieło... Wspomniany album i ich debiut to moim zdaniem najlepsze płyty w historii southern-rocka, na szczęście oba stroniące od charakterystycznego dla tego gatunku country. Mamy więc tu czysty blues-rock - świetnie zagrany, zadziorny i intensywny.
9. The Mothers of Invention - "Uncle Meat"
Jeden z najbardziej szalonych i eklektycznych albumów Franka Zappy. Czego tu nie ma... progrockowe suity, doo-woop, utwory rockowe oddające hołd Strawińskiemu... i można by jeszcze długo wymieniać. W rezultacie powstaje jednak całkiem zwarta płyta - choć eklektyczna - przemyślana od początku do końca. Myślę, że "Uncle Meat" można nazwać pierwszym avant-progowym albumem.
10. Quicksilver Messenger Service - "Happy Trails"
Ta koncertówka Quicksilver Messenger Service zawiera jedne z najlepszych momentów w historii blues-rocka - przede wszystkim w porywających improwizacjach na stronie A płyty winylowej. Reszta albumu nie jest aż tak dobra, ale nie obniża znacząco jego poziomu.
.png)
Komentarze
Prześlij komentarz