Angine de Poitrine - "Vol. II"

Angine de Poitrine to ostatnio niesamowicie trendujący zespół, szczególnie jak na to, jaką muzykę grają. Sławę przyniósł im przede wszystkim absurdalny wizerunek (dziwaczne kostiumy i wymyślony język), ale okazuje się, że mają coś do zaprezentowania poza nim. Duet gra mikrotonalnego avant-proga - co to w ogóle znaczy? Muzyka, którą znamy - przede wszystkim europejska i amerykańska - operuje 12 dźwiękami o równych odległościach, a Angine de Poitrine jeszcze bardziej te dźwięki podzieliło, przez co ich muzyka ma takie charakterystyczne brzmienie - jakby coś nie pasowało, ale jednak dziwnie dobrze brzmiało. Zespół oczywiście tego nie wymyślił, po prostu czerpie z tradycji Bliskiego Wschodu, łącząc je z rockiem. Brzmienie duetu opiera się na skompresowanej perkusji, pulsującym basie i specyficznie brzmiącej, jakby kwaśnej gitarze. Duet jest anonimowy, muzycy przybrali tylko pseudonimy Khn de Poitrane (dwugryfowa gitara) i Klek de Poitrane (perkusja).


Muzyka zawarta na "Vol. II" jest dziwnie wciągająca, wręcz taneczna - muzycy operują groovem i całkiem chwytliwymi motywami, które często zapętlają, tworząc hipnotyczny efekt. Doskonale słychać to w najbardziej zapamiętywanych "Fabienk" i "Sarniezz". "Utzp" opiera się na quasi-cyrkowej atmosferze i choć jest pewną odskocznią od klasycznego stylu grupy (bynajmniej nie znaczy to, że wyzbyli się elementów mikrotonalności), to moim zdaniem raczej nie udaną, utwór to raczej niezbyt udany eksperyment. "Mata Zyklek" i "Yor Zarad" nie są aż tak chwytliwe i zapamiętywalne jak "Fabienk" i "Sarniezz", ale ogólnie to całkiem udane utwory, szczególnie w tym drugim gitarzysta daje całkiem dobry popis. Zamykający całość "Angor" to wciągający utwór, w którym muzycy ponad groove stawiają atmosferę i budowanie napięcia. Bardzo udane zwieńczenie albumu.


Istotną wadą płyty jest to, że zespół nie poczynił znaczących postępów od czasu debiutu, nie ma tu nowych inspiracji, instrumentów, czy brzmień. Liczę, że w przyszłości to się zmieni, bo byłbym ciekaw np. mikrotonalnej marimby czy dęciaków w tej stylistyce. Na razie drugi album Angine de Poitrine pozostaje solidnym eksperymentalnym krążkiem, który mimo pewnych niedoskonałości mogę polecić.


Ocena: 8/10

Komentarze

Popularne posty